piątek, 5 maja 2017

O tym jak dajemy się nabić w butelkę, czyli dlaczego chcemy być chudzi?

Wraz z narodzinami zostajemy wrzuceni w świat z określoną kulturą, normami oraz oczekiwaniami społecznymi. Niektórym z nas udaje się świetnie dopasować do wymagań środowiska, przyjmując określone standardy, innym sprawia to większą trudność. Jeżeli pasujemy do ogólnego schematu, dostajemy za to nagrody i pochwały. Natomiast, kiedy idziemy pod prąd, jesteśmy wyśmiewani i krytykowani. Jeśli jesteśmy szczupli i mamy idealną sylwetkę, godną okładki magazynu, ludzie patrzą na nas z podziwem. W przeciwnym wypadku sprawa nie wygląda już to tak miło. Nic więc dziwnego, że ciągłe odchudzanie jest rzeczą tak powszechną.




„Aby osiągnąć sukces w życiu trzeba być szczupłym i atrakcyjnym!”
„Ludziom chudym żyje się lepiej.”
„Gdybym tylko wyglądała, jak ta modelka z wybiegu, to moje życie byłoby cudowne.”

Pojawiają się czasem w Waszej głowie takie myśli? Niestety, większość z nas, bardziej lub mniej świadomie podziela tego rodzaju przekonania. Są one źródłem wielu negatywnych emocji takich jak smutek, złość, żal oraz niechęć do samego siebie i swojego ciała. Ale czy zastanawialiście się kiedykolwiek skąd właściwie w nas taka ogromna potrzeba dążenia do szczupłej sylwetki oraz paniczny lęk przed przytyciem?

Badania pokazują, że współczesne zachodnie społeczeństwo kładzie nacisk na niską wagę, jako główny wyznacznik piękna. Wraz z rozwojem zachodniej popkultury, ideał ten rozprzestrzenił się wśród wielu kultur i społeczeństw. Skok ten nastąpił gwałtownie, oraz równie gwałtownie wzrasta ogólna presja społeczna, promując coraz to szczuplejsze sylwetki, które w większości przypadków są nieosiągalne dla przeciętnych kobiet. Piszę tu o kobietach, ponieważ badania dowodzą, że problem głównie dotyczy ich, a mężczyźni w znacznej większości deklarują zadowolenie ze swojego ciała.



Oglądamy telewizję, a w niej piękne, szczupłe kobiety sukcesu. Widzimy, że większość aktorek i celebrytów żyje na wiecznych dietach oraz spędzają całe dnie na siłowniach. Na Instagramie śledzimy super-fit życie osób, które swoją sławę zdobyły tylko poprzez osiągnięcie "idealnej" sylwetki ciała. Modelki na wybiegach wyglądają jak dziewczyny wyciągnięcie z oddziału zaburzeń odżywiania. Wszędzie - w domu, w pracy, w szkołach, na uczelniach, spotykając innych ludzi, przytakujemy grzecznie, że tak właśnie powinno się wyglądać, bo przecież wszelkie niedoskonałości są nieakceptowane. I pewnie dlatego aż 95% kobiet w jakimś momencie swojego życia było na diecie odchudzającej. Trudno stąd uciec. 

Co na to psychologia?


Istnieje powszechny nacisk na bycie szczupłym. Promowanie ideału chudego piękna prowadzi do przyjęcia przekonania, że jedynie kobieta szczupła jest kobietą atrakcyjną. Nieustannie porównując się z ideałem, zauważamy coraz więcej mankamentów swojej sylwetki. Rodzi to niezadowolenie z własnego ciała, a co za tym idzie, chęć zrzucenia zbędnych (bądź nie!) kilogramów. To nieuchronnie prowadzi do podjęcia diety. Sprawa zaczyna się komplikować, kiedy oczekując szybkich efektów, ograniczamy znacznie kaloryczność potraw. Bezmyślna zmiana żywienia powoduje rozregulowanie procesu trawienia, częste napady głodu i w momentach słabości – podjadanie. W efekcie jemy więcej. Zdezorientowany organizm w obawie przed kolejną głodówką na wszelki wypadek magazynuje pokarm w tłuszcz. W efekcie to co udało nam się zrzucić podczas diety, wróciło ze zdwojoną siłą. Koło się zamyka, a nasze życie kręci się pomiędzy kolejnymi podjętymi dietami, a podjadaniem w celu złagodzenia negatywnych emocji wywołanych kolejnymi porażkami. 

Dla zobrazowania tego nieco skomplikowanego procesu, przedstawiam poniższy schemat:



Jak się wyrwać z tego błędnego koła?


Po pierwsze – zastanówmy się dlaczego chcemy mieć idealną figurę i czy na ten moment nie jest ona już wystarczająco dobra? Czy naprawdę chcemy i musimy wyglądać jak panie z magazynów mody? Czy nasze życie się zmieni, kiedy osiągniemy wymarzoną sylwetkę? Na tym etapie należy wykazać się krytycznym myśleniem oraz świadomością swoich potrzeb i wartości.

Po drugie - jeśli pojawi się potrzeba rzeczywistego zrzucenia wagi, to podstawą do tego powinno być świadome i zdrowe odchudzanie poprzez zmianę diety na naturalną i nieprzetworzoną. Kluczowe dla procesu chudnięcia jest również podjęcie regularnej aktywności fizycznej oraz uzbrojenie się w cierpliwość. 



Czasem wystarczy trochę refleksji, krytycznego myślenia oraz spojrzenia na sprawę z innej perspektywy, aby uwolnić się od ograniczających nas przekonań i zachowań. A myślę, że warto to zrobić, bo tego co się dzieje wśród współczesnych kobiet na pewno nie można nazwać rozsądnym. Uważam, że to ogromna plaga z którą należy walczyć. Jak? Przede wszystkim poprzez kształtowanie w dzieciach od najmłodszych lat poczucia własnej wartości, które nie opiera się głównie na wyglądzie i wadze. Zanim jednak matki zaczną wychowywać w ten sposób swoje córki, same muszą zrozumieć do czego może prowadzić bezmyślne podążanie za narzuconymi ideałami.

A czy Wy byłyście/byliście kiedyś w tym błędnym kole? A może nadal jesteście i zastanawiacie się jak stamtąd uciec? 

5 komentarzy:

  1. Praktyczny wpis, ciekawe i warte zastanowienia postawione w nim pytania. Zamiast podążać ślepo za jakimkolwiek trendem warto się zastanowić, czy to jest na pewno nasze, czy oby tego chcemy. Dla mnie osobiście nie liczy się waga ani konkretny rozmiar, a to żeby samemu dobrze się czuć w swojej skórze. Nigdy nie uczestniczyłam w morderczych treningach ani dietach. Ćwiczę, bo lubię, bo dzięki temu czuję, że żuję i mam więcej energii, a nie po to, by zrzucić kilka kilogramów. I wydaje mi się, że takie podejście ma dużo większy sens i dużo mniej zniechęca do podejmowania wysiłku. Robisz to dla siebie, a nie dla konkretnych rozmiarów, one przyjdą z czasem i będą wynikiem zdrowego stylu życia, a nie drastycznych wyrzeczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie takie podejście jest najlepsze :) Robisz coś dla siebie, a nie dla innych. Wtedy czujesz się dobrze i żyjesz w zgodzie sama ze sobą :)

      Usuń
  2. Niestety osadzeni jesteśmy wręcz w tzw. kulturze piękna. Szczupłe piękne sylwetki otaczają nas na każdym kroku. Sama mam córkę i mam nadzieję, że uda mi się jej wpoić, że w tym całym kanonie to ona sama jest najważniejsza. Oczywiście uważam, że należy o siebie dbać, być aktywnym i zdrowo się odżywiać. Ale nie należy w tym wszystkim zapominać, że ta cała otoczką piękności jest jedynie powierzchowną otoczką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowy i aktywny styl życia to podstawa! :) Problem pojawia się w momencie, kiedy granica zostanie przekroczona i ze zdrowej aktywności i sposobu odżywiania zamieni się w restrykcyjne diety i ćwiczenia.

      Trzymam kciuki za Ciebie i córkę :)

      Usuń
  3. Jeśli zbyt długo przebywa się w takim obłędnym kole, to faktycznie wyrwanie się z jego szponów, nie dość, że jest bardzo trudne, to jeszcze może bardzo długo trwać. Zastanawiam się, dlaczego tak mocno ulegamy tym odgórnie wyznaczonym przez modę wzorcom, na siłę się do nich dostosowujemy, a jeśli ktoś chce pozostać przy swojej indywidualności, często wytykany jest palcami i poddawany krytyce.
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń